Zaznacz stronę
Przeczytasz w 4 min.

Rozczarowałem się tymi świętami. Wreszcie się rozczarowałem. Klimat, atmosfera, magia świąt i cały tego typu bożonarodzeniowy spam – zniknęły. Nie odpisywałem na mesendżerze na świąteczne życzenia. Bardzo się wkurzałem, gdy ktoś mi życzył „dużo zdrowia i spokoju”. Nie mogę już słuchać tych poprawnych religijnie życzeń: „żeby dzieciątko Jezus narodziło się w Twoim sercu”. Jestem przeładowany religijnymi frazesami, powinnością. Zdecydowanie bliższa jest mi narracja Józefa, który postanawia rozstać się z Maryją, która jest w ciąży nie z nim i nie wiadomo z kim. Smrodu betlejemskiej stajni, szopy, czy jaskini. Lęku przed śmiercią malutkiego Jezuska, własnego dziecka. Ucieczki przed mordercą do Egiptu. Życia w biedzie. Lęku przed nędzą. Strachu o podstawowe potrzeby. Smutku który płynie z dziurawych butów, podartej kurtki. To były pierwsze święta, kiedy mogę choć trochę zrozumieć Józefa. To były pierwsze święta, kiedy Józef mógłby poklepać mnie po ramieniu i powiedzieć: rozumiem Cię stary. To były pierwsze święta z moją rodziną – żoną i córką. To były prawdziwie przełomowe święta. Do 25 grudnia jedną nogą byłem poza Kościołem Katolickim. Decyzje miałem już podjętą. W sercu. I czekałem na odpowiedni moment, żeby przyjąć chrzest po raz drugi, czyli nałożyć na siebie ekskomunikę. Po ludzku nic mnie nie trzymało w KK. Nic. W te święta nastąpiła kulminacja mojego 3 letniego kryzysu wiary. Ponoć Bóg często wchodzi do gry w sytuacjach podbramkowych. Tym razem tak było.

Zacząłem znów bardzo wyraźnie słyszeć Jego głos. Ewangelię. Józef przyjął Maryję, chociaż ta była dla niego bardzo niewygodna. Bardzo możliwe, że wiadomość o ciąży Maryi bardzo zraniła Józefa. Nie potrafię sobie wyobrazić bólu jaki czułbym ja, gdyby moja żona była w ciąży nie ze mną. Bóg musiał zainterweniować. Józef ją przyjął z nie swoim dzieckiem. Kościół Katolicki jest dla mnie jak Maryja dla Józefa. Miała być wierna, a rzeczywistość była inna. Kościół Katolicki jest dla mnie jak nienarodzony Jezus dla Józefa – niechciany. Ja nie chciałem chrztu w KK. Nie mogłem chcieć. Miałem wtedy miesiąc i jeden dzień. Niechciany. Tak czuję się w Kościele od dawna. Niechciany Jezus. To moje największe odkrycie tych świąt. Jezus przed interwencją Boga mógł być przez Józefa niechcianym dzieckiem. Logika podpowiada, że tak było, ale co Józef miał w sercu, tego nie wiem.

Później usłyszałem o prawdzie. O szukaniu prawdy w swoim sercu. O pustynni. Znów przypomniałem sobie o pustyni. O miejscu ukrytym. O wejściu do pokoju i zamknięciu drzwi. Jezus wychodził na miejsce pustynne. Chciał być sam na sam z Ojcem. Kiedy ludzie przyszli do Jego samotni, żeby Go zatrzymać w ich mieście powiedział, że innym miastom musi głosić Ewangelię, bo na to został posłany. Na pustyni Jezus przypominał sobie, jaka jest Jego misja, kim On jest. Tak myślę. Tak wierzę. Tata mu to mówił. Budował Go. Jezus powiedział, że sam z siebie nic nie może uczynić. Ja też. Znów przypomniałem sobie o byciu szczerym, autentycznym przed samym sobą, przed Bogiem. Dlaczego muszę to sobie przypominać? Mam 31 lat! Dlaczego to nie jest jeszcze moim priorytetem? Dlaczego tak słabo boli mnie każda kolejna zdrada wobec samego siebie? Oddaje chwałę Bogu za księdza Pawlukiewicza. Gdyby inny ksiądz mówił to co on o sercu, to bym to olał. Mam dość masek. Ściemy. Kościelnego Ą Ę. Moich rówieśników w koloratce przy ambonie, co mówią tak, jakby pozjadali wszystkie rozumy. Mam wrażenie, że sporo kapłanów jest mistrzami od komentarzy Ewangelii, od gotowych kazań których sterty można kupić w katolickich księgarniach. Zamiast być mistrzami Słowa… . Bracia moi kochani… .

I wreszcie scena połowu wielkiej ilość ryb przez Szymona i jego wspólników. Przez ostatni tydzień codziennie słuchałem tego, Bóg do mnie mówi w tej historii. A ja zadaje mu stałe pytanie, dlaczego nie przyjdziesz i nie powiesz co mam zrobić, żeby zdobyć tyle pieniędzy (ryb) co Szymon, żebym mógł spłacić kredyt i wreszcie przestać być niewolnikiem. Wreszcie przestać się martwić o byt mojej rodziny? Gdzie jesteś? Wszędzie tam gdzie się pojawiałeś działy się rzeczy przez które ludzie wpadali w zdumienie! Gdzie jesteś? Wszędzie gdzie się pojawiałeś, dawałeś za dużo! Gdzie jesteś? Cytowałeś Izajasza na początku swojej misji, że przyszedłeś uciśnionych wypuścić na wolność! Jesteśmy niewolnikami mojej jednej złej decyzji! Gdzie jesteś? A Bóg mi ciagle odpowiada: zarzuć sieć. Wreszcie zacząłem rozumieć, że ten umęczony Szymon co nic przez całą noc nie złowił to ja w Kościele Katolickim. Zarzuć sieć. Wreszcie dotarło do mnie. Pragnę wspólnoty, ale nie ma takiej w której bym się odnalazł z rodziną. Zarzuć sieć! Trzeba taką wspólnotę stworzyć. Obok nas powstaje nowa parafia. Budują od zera. Pomyślałem, że pójdę pogadam z księdzem. Powiem, że mamy pragnienie budować wspólnotę dla rodzin.

25 grudnia. Taka decyzja padła, po bardzo trudnej, bo szczerej rozmowie z moją żoną o naszym życiu z Bogiem. O Jego miejscu w naszym życiu.

26 grudnia. Poszedłem do księdza. Nim powiedziałem, że chcemy budować wspólnotę rodzin, ksiądz powiedział, że chce… budować wspólnotę rodzin. I, że chce żeby to rodziny ją budowały. A ja przeżyłem szok. Ksiądz mówi takie rzeczy! Już na starcie oddaje stery rodzinom, żeby zbudowały wspólnotę?! Zarzuć sieć! Bóg przypomniał mi nowe imię, te z białego kamyka, z Apokalipsy. Dawca życia. Tak mam na imię. Dlatego powstała Zupa w Opolu. Z pragnienia dawania życia. Znów zacząłem czuć, że żyje. Buduje się coś nowego, a we mnie nadzieja. Ja buduję.

25 grudnia. Urodziła się w moim sercu nadzieja. I przekonałem się, że warto być szczerym i iść za głosem swojego sumienia, serca. Bóg Cię dorwie jak pójdziesz za daleko. O ile szczerze chcesz Go słuchać.

26 grudnia. Poszedłem do spowiedzi. Bóg zainterweniował. Skończyło się moje najtrudniejsze jak do tej pory przesilenie. Kryzys. Podjąłem decyzje. Zostaje w Kościele Katolickim. Mój kolega z pracy, żeby mnie uszczypnąć, wita mnie słowami: ostatnia nadzieja Kościoła Katolickiego. Ja sobie myślę, że ostatnia nie, ale nadzieja tak. Zostaje. Ja wcale lepszy od tego Kościoła Katolickiego nie jestem. Jest do zrobienia robota. Jest do uratowania parę osób.

26 grudnia. Poszedłem do spowiedzi. Pierwszy raz mogę powiedzieć, że cieszę się, że nie oczyściłem serca wcześniej bym stał się godzien narodzin dzieciątka Jezus weń. Pierwszy raz nie zasługiwałem poprawnością religijną. Jezus przyszedł do mnie 25 grudnia, gdy żyłem w grzechu i powiedział mi: zarzuć sieć! Powołał grzesznika.