Zaznacz stronę
Przeczytasz w 5 min.

Jak poradzić sobie ze stresem, nie tylko w dobie koronawirusa.

Gdyby ktoś poprosił Cię o wypełnienie ankiety na temat stresu, to które stwierdzenie byłoby bliższe Twoim poglądom?

 

a) Stres jest szkodliwy, należy go unikać?

b) Stres jest pomocy, należy go mądrze wykorzystać?

Być może myślisz sobie – to zależy. Długotrwale utrzymujący się wysoki poziom stresu jest toksyczny, szkodliwy dla naszego zdrowia. Natomiast niewielka dawka stresu może być mobilizująca do działania. Generalnie tak jest. Stres może być dla nas toksyczny i może być dla nas pomocny.

Przyznam, że przez długi czas właśnie tak wyglądał mój sposób myślenia. Tak mnie uczono na studiach (jestem magistrem fizjoterapii). Stres jest dobry, lub zły. Jest jak skomplikowane narzędzie, którym musimy nauczyć się posługiwać. Z jednej strony musimy umieć zmiejszać poziom stresu np. przez ćwiczenia oddechowe, ćwiczenia fizyczne, medytacje, a z drugiej strony nauczyć się wykorzysytwać stres do budującego działania. Dzisiaj uważam, że ten sposób myślenia jest błędny.

 

Moja przemiana nastąpiła dzięki Kelly McGonigal, psycholożce zdrowia, badaczce, która poświęciła wiele lat swojej pracy naukowej, żeby zbadać nasze sposoby radzenia sobie ze stresem. Na samym końcu tego wpisu znajdziesz wideo z jej wystąpienia na TED Global 2013. Temat jej prelekcji brzmi: Jak zaprzyjaźnić się ze stresem? Zachęcam Cię do przeczytania tego wpisu do końca. Te wystąpienie Kelly to prawdziwa wisieńka na torcie. 🙂

Przemiana mojego myślenia polega na tym, że zacząłem patrzeć na stres, jak na przyjaciela, który zawsze, w każdej sytuacji chce mi pomóc. Nie neguje tego, że stres może być toksyczny, oraz tego, że może nas mobilizować. Ja rezygnuję z mojego starego  podwójnego sposobu oceny stresu. Badania naukowe dowodzą, że stres jest toksyczny wtedy, gdy tak o nim myślimy. To nasz sposób myślenia o stresie włącza jego toksyczną, lub wspierającą funkcję. To tak jakby wziąć do ręki odpaloną zapałkę i zdecydować, czy rzucić ją w lewą stronę na wysuszone pole pełne zboża i spowodować wielkie straty, czy odwrócić się w prawą stronę i rozpalić grilla, na którym przyrządzisz przepyszne jedzenie dla siebie i znajomych.

W USA w 1998 roku a propos stresu przebadano 30 tysięcy ludzi. Zadano im pytanie: Czy uważasz, że stres szkodzi Twojemu zdrowiu? Po 8 latach od tego badania sprawdzono, ile osób z tej grupy zmarło i jakiej zmarli udzielili odpowiedzi. Jakie były wnioski z tego badania?

1. Wysoki poziom doświadczanego stresu zwiększa ryzyko śmierci o 43%

2. Zwiększone ryzyko śmierci występowało wyłącznie w przypadku ludzi, którzy uważali, że stres szkodzi ich zdrowiu.

To właśnie połączenie wysokiego poziomu stresu z przekonaniem o jego szkodliwości jest dla nas bardzo toksyczne.

 

Tyle tytułem wstępu. Teraz zabieram Cię w podróż do Nazaretu. Będziemy świadkami wystąpienia publicznego Jezusa. Przyjrzymy się jak nasz Mistrz poradził sobie w tych okolicznościach.

 

P.S. Tym wpisem rozpoczynam cykl artykułów o emocjach Jezusa Chrystusa. Na pierwszy ogień idzie STRES. Jezus też go odczuwał. 🙂

Dobra, lecimy do Nazaretu. Miłego czytania.

Słowo : Łk4,16-17 (Jezus) Przyszedł też do Nazaretu, gdzie się wychował. Zgodnie ze swym zwyczajem wszedł w dzień szabatu do synagogi i wstał, aby czytać. Podano Mu zwój proroka Izajasza. 

Jak Jezus poradził sobie w tej sytuacji stresowej? Ta scena przedstawia występ publiczny Mesjasza. Dla większości ludzi wystąpienie publiczne jest sytuacją stresową. Stajesz przed ludźmi żeby mówić, czytać, śpiewać. To zdecydowanie może powodować stres. Przyjrzyjmy się dokładnie temu fragmentowi. Czy widzisz to, że Jezus tak naprawdę w czasie tego jednego wydarzenia, był w dwóch sytuacjach stresowych?

1 sytuacja

Jezus jest w synagodze. Jeszcze nie czyta, ale w głowie ma myśl, że zaraz będzie to robił. Sama ta myśl, że zaraz coś się wydarzy, zaraz wezmę w czymś udział, zaraz będę występować poblicznie powoduje, że pojawia się uczucie stresu.

2 sytuacja

Jezus stoi już przed ludźmi ze zwojem księgi w rękach i zaczyna czytać. Wszystkie oczy zwrócone są na Niego.

Okej. Zobaczmy co Jezus zrobił z pierwszą sytuacją stresową, jak się w niej zachował. Wstaje, bierze zwój który Mu podano i czyta. Inaczej mówiąc, Jezus działa. Ten ruch sprawił, że nasz Nauczyciel znalazł się w drugiej sytuacji stresowej. Co Jezus zrobił? Przeszedł z pierwszej sytuacji stresowej, w drugą sytuację stresową. Pierwsza sytuacja stresowa zniknęła, bo Jezus znalazł się w drugiej sytuacji. Jeszcze raz. Jezus był w sytuacji, kiedy mógł odczuwać stres z dwóch powodów. Pierwszy powód to myśl, że zaraz będę czytał. Drugi to już samo czytanie, występowanie. Kiedy Jezus robi krok do osiągnięcia celu, czyli dania ludziom wartości, czyli głoszenia Dobrej Nowiny, pierwsza sytuacja stresowa znika. Nie ma jej. To jest mega dobry sposób. Pokonujesz jedną sytuację stresową, wchodząc w drugą. A jak już wejdziesz w tę sytuację której się boisz, to już o wiele trudniej jest uciec. O wiele trudniej byłoby Jezusowi zwinąć zwój i usiąść bez przeczytania fragmentu z księgi Izajasza. Dlaczego? Odpowiedź znajdziesz w kolejnym pytaniu – co by się stało gdyby Jezus nie głosił Dobrej Nowiny? 

Dawanie ludziom wartości jest pozytywną motywacją do tego, żeby nie zrezygnować z działań w obliczu trudności. Posiadanie wyższego celu jest bardzo dobrym sposobem, by stres wykorzystać na swoją korzyść. Stres jest paliwem odrzutowym dla naszych wyższych celów. Stres choćby nie wiem co, będzie nam towarzyszył. Naprawdę, szkoda energii i zdrowia na walkę z nim. Lepiej uznać go za przyjaciela, który ma mi służyć, ale nie dla moich egoistycznych działań. Takie cele, które nakierowane są na mnie, są jak słomiany zapał. Szybko się pojawiają i jeszcze szybciej znikają. Wyższy cel jest gwarantem niewypalenia, ale jednocześnie osiągnięcie go wymaga wielkiego nakładu pracy. Uczucie stresu może nam w tym skutecznie pomóc.

Ten medal ma również drugą stronę. Jeśli ta pozytywna strona z jakiegoś powodu nie jest wystarczająca, warto zadać sobie pytanie: co jeśli nie dam ludziom tej wartości, albo co jeśli nie wezmę tej wartości, którą ktoś mi daje? Ta druga strona medalu to motywacja negatywna. Obie są bardzo dobre. Można je łączyć, lub używać osobno w zależności od okoliczności. W obu sytuacjach stres może być naszym sprzymierzeńcem, jeśli tylko tak zdecydujemy.

 

Jeszcze jedną bardzo ważną lekcję daje nam Jezus. Czytamy, że Chrystus przyszedł do synagogi według swego zwyczaju, nawyku. To znaczy, że Jezus był już przyzwyczajony do tej konkretnej sytuacji stresowej, bo wiele razy w nią wchodził. Prawdopodobnie Jego poziom stresu w tej sytuacji był bardzo mały. Mógł czuć się pewnym siebie w czasie tego wystąpienia publicznego.  To co zrobił Jezus wyrabiając sobie taki nawyk, to wysyłał do swojej podświadomości wiadomość: Dziękuję, że mnie informujesz o zagrożeniu w tej sytuacji. Teraz ja informuje ciebie, drogi przyjacielu, że zagrożenia takiego jak ty mi przedstawiasz nie ma. Idę przemawiać.

Taka wiadomość systematycznie wysyłana do poświadomości wygasi jej zapędy, żeby wysyłać mocny sygnał ostrzegawczy przed każdą sytuacją stresową, co może utrudniać nam traktowanie stresu jak przyjaciela.

Żeby móc prowadzić tego typu wewnętrzny dialog potrzeba:

a) umieć nazwać swoje emocje;

b) akceptować je,

c) czuć wdzięczność za swoje emocje,

d) obserwować swoje emocje z dystansem,

e) obserwować swoje emocje z ciekawością.

To tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że ten wpis jest dla Ciebie pomocny. Jeśli tak jest, to podziel się proszę linkiem do tego wpisu z kimś, komu Twoim zdaniem ta treść może się przydać. 🙂

Błogosławię Cię + Do usłyszenia.

A oto obiecana wisieńka – wystąpienie Kelly na TED Global 2013. Miłego oglądania. 🙂